Niepojęte wybawienie, czyli jak doświadczyć Bożej obecności w poronieniu i niepłodności

Dzień 1 z 8 • Dzisiejszy fragment

Rozważania

SZOK

Zawsze chciałam być mamą, i kiedy test ciążowy pokazał wynik pozytywny, byliśmy z mężem przeszczęśliwi. Podczas kolejnych tygodni wybieraliśmy imiona, projektowaliśmy pokój dziecięcy, kupiliśmy rodzinny samochód i snuliśmy marzenia o tym, jak to nasz duet już niedługo zamieni się w trio. Ogarnęły nas przyprawiające o zawroty głowy szczęście i ekscytacja.


Podczas drugiego badania USG usłyszeliśmy miażdżące słowa, których w głębi duszy boi się każda matka. Brak akcji serca. Nasze dziecko było martwe. My byliśmy zdruzgotani. 


Emocjonalnie czułam się jak balon. Byłam taka podekscytowana nowym dzieciątkiem, miałam tyle pomysłów, planów i przygotowań. Moja sekretna tablica na Pintereście była wypełniona do granic! Byłam tak nadmuchana radością, że omal nie pękłam! I nagle jakby ktoś odwiązał koniec balonu. Całe powietrze gwałtownie ze mnie zeszło, pozostawiając pustą i niekształtną powłokę. Balony nigdy nie wyglądają tak samo po nadmuchaniu i spuszczeniu powietrza. Zostają na nich pomarszczone linie, ślady poprzednich przejść. Tak właśnie czuła się moja dusza – jak zwiotczały i pomarszczony balon.


Ciągle zastanawiałam się: "Co teraz będzie?". Życie wokół mnie toczyło się dalej, a ja tkwiłam w bezruchu. Te kilka osób, które wiedziało o tym, co się wydarzyło, w dobrej wierze składało mi kondolencje. Jednak będąc w stanie szoku i nieprzepracowanych emocji, brałam je za próby odsunięcia ode mnie bólu, umniejszenia mojej straty i usprawiedliwienia siebie samych za zakłopotanie wywołane obserwowaniem tego, co się ze mną dzieje w procesie żałoby. 


Łatwo byłoby mi ukryć żal, ale kobiety, które też przez to przeszły, wyciągnęły do mnie rękę. Z miłością tłumaczyły mi, że choć czeka mnie długa i trudna podróż, to jednak u jej końca znajdę nadzieję i pokój. Miały rację. Teraz ja zapraszam ciebie do przejścia razem ze mną przez ten plan rozważań. Byłam tam, gdzie jesteś ty i szczerze ci mówię: to nie koniec, to tylko kolejny krok na długiej drodze. 


Zróbmy kilka następnych kroków razem.